Bądź na bieżąco - RSS

Aktualizacja hosta ESXi

Sierpień 18th, 2018 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady, Windows

VMware ESXiWirtualizacja jest obecnie praktycznie standardem. Jest powszechnie dostępna i łatwo można samemu przygotować własny host maszyn wirtualnych. Od jakiegoś czasu testuje aktualnie kilka instalacji VMware ESXi i muszę przyznać, że jestem zaskoczony wygodą obsługi oraz jak dotąd (odpukać) bezawaryjną pracą. Instalacja jest dosyć łatwa pod warunkiem, że przygotujemy się pod kątem sprzętu. Nie każdy zostanie wykryty przez instalator, ale metodą prób i błedów a także przy wsparciu forów technicznych można rozwiązać większość problemów. Potem jest już z górki. Do czasu. Jak zwykle po jakimś czasie powinniśmy pomyśleć o kwestiach bezpieczeństwa, a co się z tym wiąże aktualizacji naszego hosta.

Jeżeli podobnie jak ja używasz wersji ewaluacyjnej ESXi to znaczy, że najprawdopodobniej korzystasz z trybu standalone server, czyli posiadasz tylko jeden host maszyn wirtulanych. Instalacja tego typu wyróżnia się brakiem wygodnej czytaj graficznej obsługi aktualizacji. Pełna instalacja zarezerwowana jest dla dużych farm hostów, a tak naprawdę trzeba zapłacić za oprogramowanie zarządzające hostami, co na jedno wychodzi. W tym przypadku trzeba sobie radzić za pomocą konsoli tekstowej.  Ale po kolei…

Najpierw należy zalogować się na nasz host używając po prostu przeglądarki internetowej. Z poziomu graficznej konsoli zarządzania trzeba uruchomić usługę SSH. Nie jest ona domyślnie włączona – dla bezpieczeństwa. Wybieramy zatem opcję Manage z okienka Navigator po lewej stronie i w okienku po prawej stronie przechodzimy do zakładki Services. Uruchamiamy usługę TSM-SSH (po zakończeniu aktualizacji warto ją wyłączyć ponownie). Od tej pory możemy połączyć się za pomocą SSH do naszego hosta.

Zaczynamy od sprawdzenia wersji poleceniem:

~ # esxcli system version get
Product: VMware ESXi
Version: 6.7.0
Build: Releasebuild-469512
Update: 0
Patch: 0

Następnie udajemy się na stronę z aktualizacjami dla VMware ESXi i pobieramy właściwą dla naszego systemu. Warto zauważyć, że aktualizacje kumulują się, więc nie ma potrzeby wgrywania wszystkich – wystarczy ostatnia. Dodam, że na pewno trzeba wgrać oznaczone etykietką Critical, reszta według uznania.

Przełączamy host ESXi w tryb Maintenance (za pomocą przeglądarki i strony zarządzającej) i możemy przystąpić do działania. Rozpoczynamy od wyświetlenia listy profili dostępnych w naszym patchu:

~ # esxcli software sources profile list --depot=/vmfs/volumes/ \
datastore1/patch/update-from-esxi6.7-5.0_update03.zip
Name Vendor Acceptance Level
-------------------------------- ------------ ----------------
ESXi-6.7.0-20171002001-standard VMware, Inc. PartnerSupported
ESXi-6.7.0-20171001001s-standard VMware, Inc. PartnerSupported
ESXi-6.7.0-20171001001s-no-tools VMware, Inc. PartnerSupported
ESXi-6.7.0-20171002001-no-tools VMware, Inc. PartnerSupported

Najbezpieczniej jest skorzystać z profilu standardowego, a więc ESXi-6.7.0-20171002001-standard. Jest to zazwyczaj pierwszy dostępny profil z listy. Nim w następnym kroku przystąpimy do aktualizacji serwera, powinniśmy najpierw sprawdzić jaki będzie wynik tej operacji. Z pomocą przychodzi opcja –dry-run. Wpisujemy plecenie:

~ # esxcli software profile update --depot=/vmfs/volumes/ \
datastore1/patch/update-from-esxi6.7-5.0_update03.zip \
--dry-run --profile=ESXi-6.7.0-20131002001-standard
Update Result
Message: Dryrun only, host not changed. The following \
installers will be applied: [BootBankInstaller]
Reboot Required: true
VIBs Installed: 
VMware_bootbank_ehci-ehci-hcd_1.0-3vmw.500.1.11.623860, \
VMware_bootbank_esx-base_5.0.0-3.41.1311175, \
VMware_bootbank_esx-tboot_5.0.0-2.26.914586, \
VMware_bootbank_ipmi-ipmi-si-drv_39.1-4vmw.500.2.26.914586, \
VMware_bootbank_misc-drivers_5.0.0-3.41.1311175, \
VMware_bootbank_net-be2net_4.0.88.0-1vmw.500.0.7.515841, \ 
VIBs Removed: 
VMware_bootbank_ehci-ehci-hcd_1.0-3vmw.500.0.0.469512, \ 
VMware_bootbank_esx-base_5.0.0-0.0.469512, \
VMware_bootbank_esx-tboot_5.0.0-0.0.469512, \
VMware_bootbank_ipmi-ipmi-si-drv_39.1-4vmw.500.0.0.469512, \
VMware_bootbank_misc-drivers_5.0.0-0.0.469512, \
VMware_bootbank_net-be2net_4.0.88.0-1vmw.500.0.0.469512,

Jeśli nie otrzymaliśmy żadnych komunikatów o błedach możemy śmiało przystąpić do właściwej aktualizacji. Tym razem korzystamy z komendy:

~ # esxcli software profile update --depot=/vmfs/volumes/ \
datastore1/patch/update-from-esxi6.7-5.0_update03.zip \
--profile=ESXi-6.7.0-20131002001-standard 
Update Result
Message: The update completed successfully, but the 
system needs to be rebooted for the changes to be effective. \
Reboot Required: true

Na sam koniec nie pozostaje nic innego jak uruchomić ponownie serwer VMware ESXi (skoro sam tego zażądał):

~ # reboot

Po starcie systemu wyłączamy tryb Maintenance i voilá! Prawda, że proste 😉

MG

Tagi: , , , , ,

Logcheck, systemd – zaśmiecone logi

Kwiecień 21st, 2018 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady

logcheck, systemdWśród administratorów Linuksa, od wielu lat prym wiedzie mały ale bardzo poręczny pakiet logcheck. Narzędzie to wykonuje niezwykle żmudną, ale bardzo potrzebną pracę, polegającą na przeszukiwaniu logów systemowych pod kątem wszelkich anomalii. Skonfigurowane według standardowych zaleceń potrafi być bardzo krzykliwe zasypując nas stosem maili informujących w wykrytych, podejrzanych odstępstwach od prawidłowej pracy systemu operacyjnego. Co prawda zwalnia nas ono z konieczności codziennego przeglądania raportów o systemie, jednak nawet najbardziej usłużne narzędzie będzie bezlitosne jeśli nie zajmiemy się filtrowaniem generowanych komunikatów.

W przypadku logcheck cała sztuka polega na odpowiednim definiowaniu filtrów w katalogach:

/etc/logcheck/ignore.d.{paranoid;server;workstation}

Zazwyczaj wystarczy korzystać ze ścieżki /etc/logcheck/ignore.d.server, wpisując w plikach testowych wyrażenia regularne. logcheck porównuje wyrażenie z wyszukanym rezultatem i w przypadku zgodności zapobiega generowaniu monitu. Budowanie wyrażeń regularnych samo w sobie jest małą sztuką. Czasami niektórzy wpisują po prostu wzorce na sztywno np.

Reloading web server: apache2.

co zapobiegnie periodycznym informacjom o restartowaniu naszego serwera www. Inni zaś potrafią zbudować naprawde wyrafinowane wyrażenia.

W wydaniu 8 Debiana o nazwie Jessie pojawił się jednak pewien błąd, który bardzo utrudnia życie. Dotyczy właśnie filtrowania za pomocą logcheck i demona systemowego systemd. Dotąd nie było żadnych problemów, jednak właśnie Jessie zaczął zasypywać nas komunikatami, które wydają się nie mieć końca. Co ważniejsze żadne filtry wpisane na sztywno nie pomagają, bowiem reguły systemd są bardzo obszerne i groźne byłoby wycięcie informacji, które mogą okazać się istotne z punktu widzienia administrowania naszym serwerem.

W tym przypadku z pomocą przychodzi strona Debian Wiki i gotowy zestaw wyrażeń przygotowanych przez jej użytkowników. Wystarczy skopiować je do pliku tekstowego we wspomnianym wcześniej katalogu i gotowe. Wszytskie aktualne reguły można pobrać, a w zasadzie skopiować pod adresem:

https://wiki.debian.org/systemd/logcheck

Zapraszam 🙂

MG

Tagi: , ,

Telnet – instalacja na Windows Server 2016

Marzec 17th, 2018 | Brak Komentarzy | Kategoria: Porady, Windows

TelnetŚrodowisko systemów serwerowych Microsoft zmienia się bardzo dynamicznie. Nie ma co ukrywać, że konkurencja rozwija się bardzo szybko i pomimo, że mogłoby wydawać się, iż nic nie zagrozi dominacji serwerów Windows w segmencie małych i średnich firm wykorzystujących rozwiązania oparte o MS SQL, to sam Microsoft wprowadza modyfikacje podążające za najnowszymi trendami. Nie ukrywam, że na przykład bardzo mnie cieszy współpraca z Canonical i migracja części narzędzi terminalowych wprost z Linuxa. Bo właśnie o terminal tutaj chodzi, a będąc bardziej precyzyjnym o wygodę z jego korzystania (czyli np. poleceń telnet, ftp itd.). Narzędzia interfejsu graficznego mają swoje zalety, w szczególności dla początkującego użytkownika, jednak jeśli ktoś przebrnie przez początkowe trudności to zazwyczaj docenia mocno wygodę korzystania z trybu tekstowego.

W dzisiejszym wpisie chciałem pokazać jak zainstalować narzędzia Windows 2016 Server za pomocą 3 metod. Jak można się domyślić z poprzedniego akapitu skupię się raczej na terminalu niż na okienkach konfiguracyjnych. Za przykład posłuży nam program telnet.

Po pierwsze warto sprawdzić czy przypadkiem telnet nie został już zainstalowany w systemie. Można sprawdzić to w bardzo prosty sposób. Otwieramy terminal tekstowy i wpisujemy polecenie:

C:\>telnet google.com 80
 'telnet' is not recognized as an internal or external command, →
 → operable program or batch file.
C:\>

Powyższy komunikat świadczy, że należy włączyć narzędzie na poziomie serwera, czyli po prostu zainstalować aplikację.

Tereaz możemy przejść do instalacji w zwykłym terminalu tekstowym (uruchamianym poleceniem cmd – command prompt):

dism /online /Enable-Feature /FeatureName:TelnetClient

Po krótkim oczekiwaniu aplikacja zostanie zainstalowana.

Na tym nie konczą się nasze możliwości ponieważ można zrobić to samo w słynnym PowerShellu. Tym razem trzeba użyć polecenia:

Install-WindowsFeature -name Telnet-Client

W szczególności to rozwiązanie wydaje się być bardzo ciekawe, a użycie polecenia Install-WindowsFeature daje nam naprawdę duże możliwości. Polecam potestować – więcej informacji można znaleźć w dokumentacji na stronach Microsoftu.

Trzeciej opcji, którą jest instalacja w trybie okienkowym, nie będę opisywał. Z premedytacją – jako zwolennik terminali tekstowych.

MG

Tagi: , , , ,

Homebrew autoaktualizacja – nakładka homebrew-autoupdate

Wrzesień 16th, 2017 | Brak Komentarzy | Kategoria: MacOS, Porady

Package Manager - homebrewJakiś czas temu napisałem krótki artykuł [1] o tym jak uslepszyć instalację oprogramowania w systemie Mac OS X. Krótko mówiąc najlepiej jest użyć w tym celu pakietu homebrew [2]. Przyznam, że jako właściciel Macbooka Pro od około pół roku dalej drążyłem temat. Nawyki nabyte podczas użytkownia od wielu lat laptopów z Linuksem dały o sobie znać. Po jakimś czasie zauważyłem, że generalnie dążę do upodobnienia środowiska graficznego Mac OS X do Gnome/Unity [3]. Rzeczywiście jeżeli ktoś przyzwyczaił się do Unity (a wiem, że ten wynalazek Canonical [4] ma tylu samu zwolenników co przeciwników) to trudno oprzeć się wrażeniu, że środowisko jest niemal skopiowane od Apple. Jednak interfejs graficzy to jedno a narzędzia systemowe to drugie. O ile trudno się nie zgodzić, że GUI na Macu jest po prostu bardzo dopracowane i nieporównywalnie lepsze, to już wszelkie narzędzia związane z instalacją oprogramowanie i po prostu zarządzania nim to zupełnie inna bajka.

Jedną z olbrzymich zalet Linuksa jest system zarządzania aplikacjami w oparciu o repozytoria. Szczerze mówiąc nie spotkałem żadnego lepszego rozwiązania, a wszystkie sklepy Microsoftu, Apple, Google itd. są po prostu namiastką. Oczywiście zawsze na początku działa efekt wow, głównie ze względu na rzekomą łatwość obsługi i dopracowane szczegóły graficzne, ale po jakimś czasie powoli rezygnuje z korzystania z takich rozwiązań. Naprawdę, bogate narzędzia linii poleceń do instalacji oprogramowania, które oferują praktycznie wszystkie dystrybucje Linuksa, są niezastąpione.

Wspomniany na początku homebrew ma być klonem dla Mac OS X opartym o podobne mechanizmy znane z Linuksa. I wszystko byłoby w porządku gdyby nie problem autoaktualizacji pakietów. Pod tym względem niestety jest po prostu niedopracowany. I tutaj z pomocą przychodzi kolejna nakładka: homebrew-autoupdate [5]. Ujawniając trochę szczegółów – wszystko moża doczytać na stronie projektu, jej instalacja jest bardzo prosta:

brew tap domt4/autoupdate

Po zainstalowaniu narzędzia, można w końcu wydać polecenie:

brew autoupdate

aby dowiedzieć się jakie są jego możliwości, do czego gorąco zachęcam.

MG

Tagi: , , ,

Zakładka Windows Services Recovery

Czerwiec 17th, 2017 | Brak Komentarzy | Kategoria: Porady, Windows

System ServiceAdministratorzy serwerów opartych o systemy firmy Microsoft, podobnie jak pozostali, zmagają się często z usługami systemowymi, które z niewyjaśnionych przyczyn odmawiają posłuszeństwa. Problemy tego typu potrafią być bardzo uciążliwe. Zwłaszcza jeżeli dotyczą serwisów działających w tle. Z jeszcze gorszą sytuacją mamy do czynienia jeżeli chodzi o serwer kluczowy dla działania większego systemu. Obserwowanie tzw. zwisów usług jest ciężkim doświadczeniem w życiu każdego admina. Wyobraźmy sobie, że jakaś usługa po prostu staje w miejscu co jakiś czas. Zaglądamy do komponentu Usługi Systemowe i widzimy, że niemalże regularnie jest zatrzymywana. Oczywiście zawsze można uruchomić ją ponownie ręcznie i najczęściej udaje się to bez problemu. Niemniej za jakiś czas ponownie zatrzymuje się i tak się dzieje bez wyraźnej przyczyny oraz co gorsza są to zdarzenia cykliczne.

Oczywiście w powyższym przypadku zawsze należy znaleźć źródło błedu aby wyleczyć jego przyczynę. Zgodnie z zasadą aby nie tylko usuwać objawy. Co jednak jeśli nie mamy na to czasu? System to rozpędzony serwer produkcyjny a każda przerwa w działaniu usługi oznacza duże kłopoty. W takiej sytuacji możemy skorzystać z tymczasowego rozwiązania, wbudowanego w serwery firmy Microsoft. Ciężko się przyznać, ale sam przez wiele lat obsługiwania takich systemów nie miałem pojęcia, że są takie możliwości.

Mowa tutaj o zakładce Recovery, która jest dostępna jeżeli wyświetlimy właściwości usługi sytemowej sprawiającej problemy. Zasadniczo na szybko możemy zaznaczyć opcje widoczne na poniższej ilustracji. Od tego momentu system sam będzie podnosił nieposłuszną usługę. Zawsze jednak trzeba pamiętać, że jest to rozwiązanie tymczasowe i na pewno powinniśmy dokonać głębszej analizy problemu. Póki co jednak zyskaliśmy cenny czas… i o to chodziło.

Windows Services Recovery

MG

Tagi: , ,

Cron – zabawy z usługą harmonogramu zadań systemowych

Kwiecień 15th, 2017 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady

Cron - linuksowy budzik systemowyWszyscy użytkownicy Linuxa, zarówno korzystający tylko do celów domowych, jaki i administratorzy systemów serwerowych, na pewno nie raz zetknęli się z tak zwanym harmonogramem zadań systemowych czyli po prostu usługą cron. Pomysłowość ludzka bywa zadziwiająca i osobiście widziałem już najdziwniejsze zastosowania harmonogramu. Można go używać do wykonywania codziennych kopii zapasowych za pomocą ulubionego narzędzia rsync, można co 5 minut synchronizować dane pomiędzy dwoma systemami, można wreszcie wymusić okresowe ponowne uruchamianie usługi systemowej daemona, która nie zachowuje się tak jak byśmy tego oczekiwali. W tym ostatnim przypadku należałoby rzecz jasna zastanowić się raczej czemu usługa nie działa prawidłowo i poprawić jej błędy ale kto może zabronić leniwemu administratorowi pójść na skróty. Tak czy inaczej zastosowań może być mnóstwo.

Generalnie obsługa usługi cron sprowadza się do wywołania prostej komendy z odpowiednimi parametrami. Jeśli chcemy wyświetlić listę aktywnych zadań użyjemy wywołania:

crontab -l

W przypadku dodawania nowego zadania będzie to składnia:

crontab -e

I właśnie dopisanie nowej linijki z poleceniem uruchamiania programu czy skryptu o zadanym czasie, pomimo, że wydaje się stosunkowo proste, bardzo często budzi wątpliwości. Szczególnie początkujący użytkownicy mogą gubić się w gąszczu zasad dotyczących definiowania pory uruchamiania, definiowania okresu powtarzania, stosowania wyjątków itd. Często kończy się to szperaniem za pomocą Google, nikt przecież nie uczy się na pamięć wszyskich reguł. Właśnie w takiej sytuacji może przyjść z pomocą serwis crontab.guru.

Jak już wielokrotnie wspominałem w innych artykułach nie staram się opisywać szczegółowo wad i zalet każdego przytaczanego narzędzia ale jednocześnie gorąco zachęcam do zapoznania się z nim i wypróbowania w codziennej pracy. W końcu wszystko co może uczynić codzienne zadania łatwiejszymi i bardziej przyjemnymi jest warte poświęcenia uwagi. Zatem otwieramy kolejne okienko przeglądarki i wpisujemy adres crontab.guru. Życzę miłej pracy.

MG

Tagi: , ,

Redirect – automatyczne przekierowanie strony www

Marzec 18th, 2017 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady, Windows

URL RedirectBardzo często zdarza się, że chcemy przenieść serwis www, swoją stronę domową czy nawet pojedyncze statyczne dokumenty HTML pod zupełnie nowy adres. Aby poinformować swoich użytkowników o zmianach można umieścić odpowiedni komunikat na stronie – tzw. URL Redirect Information. Jest to zdecydowanie najprostsza metoda ale czasami warto zastanowić się nad innymi sposobami. Jeśli akurat jesteśmy administratorami serwera to można oczywiście tak skonfigurować serwer wirtualny Apache aby robił to automatycznie:

<VirtualHost *:80>
  ServerName poprzedni_adres.pl
  Redirect permanent / http://nowy_adres.pl
</VirtualHost>

Jednak nie mając tak szerokich możliwości również możemy skonfigurować zaawansowane przekierowanie. Najprościej będzie zrobić to w HTML:

<!DOCTYPE html>
<html>
<head>
<meta http-equiv="refresh" content="0; url=http://nowy_adres">
</head>
<body>
</body>
</html>

Zdarza się jednak, że przeglądarki nie dopuszczają do tego typu przekierowań. Dlatego możemy skorzystać z pliku .htaccess:

Redirect 301 / http://nowy_adres

Jeśli nie mamy powyższych możliwości, nadal możemy próbować, używając JavaScript:

<!DOCTYPE html>
<html>
<body>
<script type="text/javascript">
    window.location.replace("http://nowy_adres");
</script>
</body>
</html>

lub języka PHP:

<?php
header("Location: http://nowy_adres", true, 301);
exit();
?>

Tak czy inaczej, mamy do wyboru całkiem sporo różnych metod.

MG

Tagi: , , ,

Macierz RAID1 i problemy z GRUB2

Luty 18th, 2017 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady

RAID1Powszechnie wiadomo, że nie jest szczególnie trudno zbudować macierz programową RAID1 używając systemu operacyjnego Debian. Przy instalacji jest to jedna z najczęściej wybieranych opcji, w celu zabezpieczenia się przed niespodziewaną utratą danych. Większość tak zwanych software’owych raidów, oferowanych przez producentów płyt głównych, opiera się właśnie o pakiet mdadm, czyli w zasadzie jest to dokładnie takie samo rozwiązanie jak w przypadku zwyczajnej instalacji. Przyznam się, że często wyłączam raid na płycie głównej, bo wolę panować do końca nad systemem, i po prostu instaluję oprogramowanie ręcznie. I wszystko było by dobrze gdyby nie jeden, nie zrozumiały przeze mnie fakt. Otóż do tej pory, przy składaniu raidu, instalator modyfikuje konfigurację bootloadera grub tylko dla pierwszego dysku (np. /dev/sda). Co oznacza, że w przypadku uszkodzenia drugiego dysku (np. /dev/sdb) twardego komputer przeżyje awarię, jednak jeżeli zostanie uszkodzony pierwszy dysk można mieć sporo kłopotów z jego uruchomieniem. Internet jest pełen takich historii, jak również mnóstwo jest porad jak zapobiegać lub usunąć ten błąd. Ja gorąco będę namawiał do przygotowania się zawczasu i skonfigurowania prawidłowo systemu na samym początku. W tym celu zaraz po instalacji systemy wystarczy skorzystać z trzech prostych poleceń (wydawanych z konta root)):

mv /boot/grub/device.map /boot/grub/device.map.old
grub-mkdevicemap
update-grub2 && grub-install /dev/sda && grub-install /dev/sd

Czasami naprawdę niewiele wystarczy, żeby zabezpieczyć się na przyszłość.

MG

Tagi: , , , ,

Debian Jessie – sshd i obsługa PAM

Styczeń 21st, 2017 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady

Debian PAMW najnowszej wersji Debiana (Jessie), nie wiedzieć skąd pojawił się błąd związany z obsługą sesji SSH. Do tej pory, wykonując typowe prace administracyjne takie jak aktualizacje, w szczególności wymianę jądra systemu na nowszą wersję, nie było żadnego problemu kiedy trzeba było wydać polecenie reboot. Serwer prawidłowo kończył sesję SSH i po krótkiej chwili można było znowu się połączyć. O ile oczywiście dał radę podnieść się po naszych zabiegach. Tym razem jest inaczej. Krótko mówiąć sesja SSH zawiesza się i bez siłowego zamknięcia terminala nie ma mowy o kontynuowaniu pracy. Związane jest to z obsługą biblioteki PAM. Żeby pozbyć się opisanej niedogodności konieczna jest instalacja dodatkowych bibliotek, które nie są dostarczane w standarowej wersji:

apt-get install libpam-systemd dbus

Na tym nie koniec. Musimy upewnić się, że nasz daemon sshd ma włączoną obsługę PAM. Tak inaczej wystarczy wydać polecenie:

 grep -i UsePAM /etc/ssh/sshd_config

i ewentualnie odkomentować w pliku /etc/ssh/sshd_config wspomnianą linię. Na koniec restartujemy sshd:

/etc/init.d/ssh restart

MG

Tagi: , , ,

Time has been changed – co oznacza ten komunikat

Grudzień 17th, 2016 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady

Time has been changedJednym z problemów w administracji serwerami (nie tylko inuxowymi) jest synchronizacja czasu. Praktycznie każda usługa systemowa może odmówić posłuszeństwa jeżeli nie zadbamy o prawidłową podstawę czasu. Z pozoru zadanie to jest dość proste. Wystarczy zainstalować pakiet ntp:

 

 

apt-get install ntp

i od razu wszystko powinno działać. Osobiście polecam takie rozwiązanie na każdym sewerze z Linuxem aby właśnie zadbać o zsynchronizowanie naszej skali czasu z serwerami źródłowymi dostępnymi w Internecie. Musimy jednak pamiętać, że oprócz zegara systemowego, każdy komputer wyposażony jest w zegar sprzętowy. Funkcjonowanie tego ostatniego, a raczej jego zła praca, na pewno będzie miała wpływ na stabilność zegara systemowego. Są to bardzo rzadkie przypadki ale zdarzają się. Np. w Debianie Jessie aby zrealizować synchornizację wykorzystywane są kolejno usługi i funkcje systemd, swdate i w konsekwencji Slow Clock Adjuster. Co w moim przypadku, przy korzystaniu z maszyny VirtualBox, i zapewne błędnej obsłudze czasu przez środowisko wirtualne, zaowocowało komunikatami systemowymi (rsyslogd):

host systemd[1]: Time has been changed

Jak wspomniałem, jest to błąd oprogramowania i aby pozbyć się powyższych komunikatów trzeba je po prostu odfiltorwać na poziomie logu systemowego. W tym celu logujemy do konsoli roota i zakładmy plik time_msgs.conf:

touch /etc/rsyslog.d/time_msgs.conf

Następnie edytujemy plik:

vi /etc/rsyslog.d/time_msgs.conf

i dodajemu linijkę:

:msg, contains, "Time has been changed" stop

Po wszystkim musimy ponownie uruchomić usługę:

/etc/init.d/rsyslog stop
/etc/init.d/rsyslog start

Tym samym pozbyliśmy się niepotrzebnych komunikatów z logów systemowych.

MG

Tagi: , , , , ,