Bądź na bieżąco - RSS

Zewnętrzny numer IP?

31 maja, 2020 | Możliwość komentowania Zewnętrzny numer IP? została wyłączona | Kategoria: Linux, Porady, Windows
Numer IP? Jak uzyskać informacje na ten temat?

Numer IP – bardzo często bywa tak, że z jakichś powodów chcielibyśmy uzyskać informację na ten temat (zwłaszcza jeśli chodzi o zewnętrzny numer IP). Jak zauważyłem problem ten dotyczy nie tylko sytuacji, w której po prostu sprawdzamy czy operator przydzielił nam właściwy adres IP, ale również coraz częściej jeśli chcemy np. sprawdzić czy zadziałało połączenie prywatne VPN. Zauważyłem, że powoli stają się one standardem (i bardzo dobrze), warto zatem czasami upewnić się, że nasz ruch przechodzi przez odpowiedni router.

Do tej pory można to było zrobić na kilka, mniej lub bardziej eleganckich sposobów. Dla mniej wprawnych zawsze pozostaje np. serwis https://www.whatismyip.com. Ta metoda wymaga jednak posiadania interfejsu graficznego czyli GUI. A jak zrobić to samo na serwerze, który posiada tylko czystą konsolę tekstową?

Tutaj również mamy do dyspozycji wiele metod. Szczególnie jeżeli używamy mojego ulubionego rozwiązania czyli Linuxa. Od lat korzystałem w tym celu z dobrze znanego polecenia wget, które pozwala na sparsowanie wyjścia i tą nieco pokrętną metodą uzyskanie odpowiedzi na pytanie postawione w tytule artykułu:

/usr/local/bin/wget -qO - http://ipinfo.io/ip

Świat idzie jednak do przodu (i bardzo dobrze). wget powoli jest zastępowany przez nowe polecenie (a w zasadzie rozbudowane narzędzie) czyli curl. W takim wydaniu uzyskanie informacji jaki jest zewnętrzny numer IP jest jeszcze prostsze:

curl http://icanhazip.com

I o to przecież wszystkim chodzi 🙂

MG

Tagi: , , ,

ESXi – dostrajamy xsibackup

29 marca, 2020 | Brak Komentarzy | Kategoria: Porady
ESXi - narzędzia

WMware ESXi jest naprawdę bardzo przydatnym rozwiązaniem dla wirtualizacji całych systemów. Ponad rok temu pisałem o narzędziu xsibackup, które w wersji nieodpłatnej pozwala wykonywać kopie zapasowe maszyn wirtualnych. Zrobienie kopii to jedna sprawa, czym innym jest przywrócenie z niej systemu. Oczywiście wersja bezpłatna nie ma takiej opcji. Jak sprawdziłem plik z kopią bardzo dobrze nadaje się do wykorzystania przez inne narzędzie,
VMware vCenter Converter Standalone. W ten sposób można cieszyć się całkiem sprawnym systemem zapisywania i odtwarzania maszyn wirtualnych w przypadku awarii. Nawet totalnej katastrofy. Wielu administratorom zapewnia to spokojny sen.

Skoro już mowa o tym czego brakuje w wolnej wersji xsibackup, to tydzień temu natrafiłem na jeszcze jedno ograniczenie. Przy wykonywaniu kopii zapasowych potrzebne jest miejsce nie tylko na samą kopie ale także na operacje związane z buforowaniem i danymi tymczasowymi tworzonymi podczas całego procesu.

Korzystając z przykładu – kupiłem 2 dyski dodatkowe dyski do serwera, tego samego rozmiaru. Pomijając przyczynę nie mogłem dodać ich do macierzy RAID. Postanowiłem na pierwszym utworzyć maszynę wirtualną a na drugi zrzucać codziennie pełną kopię/duplikat tejże. Oczywiście zostawiłem nieco miejsca na pierwszym dysku. Jak się okazało było go zdecydowanie za mało na drugim (tam gdzie docelowo miała być kopia). Zaraz, zaraz możecie zapytać, coś się tutaj nie zgadza. I rzeczywiście za pierwszym razem xsibackup tworzył pierwszą kopię. Jednak zdecydowanie nie chciał wykonać jej po raz drugi jeżeli w tym miejscu znajdowała się kopia z poprzedniego dnia. Niby sprawa jest prosta bo przecież nasuwa się od razu rozwiązanie. Polega ono na usuwaniu za każdym razem istniejącej kopii przed wykonaniem kolejnej. Przecież każdy program do backupów ma coś takiego. Niestety xsibackup w wersji darmowej nie ma!

W tym momencie rozpoczęła się przygoda z ESXi. Usunięcie danych z katalogu w systemie Linux to nic trudnego:

rm -R /scieka_do_katalogu/*

Ponieważ WMware ESXi to tak naprawdę Linux (no może to nie całkiem prawda), można zatem skorzystać właśnie z tej komendy. Należałoby dopisać ją do crona systemowego, tuż przed wykonywaniem kopii zapasowej xsibackup, która już się tam znajduje. I właśnie dostrajanie po swojemu ESXi na tym poziomie jest delikatnie mówiąc kłopotliwe. Dlatego wpadłem na pomysł, żeby zastosować pewną sztuczkę.

xsibackup ma już gotowy zestaw skryptów pozwalający na dodawanie zadań systemowych wg z góry zdefiniowanego harmonogramu. Zadania są umieszczane w jego katalogu instalacyjnym zgodnie z narzuconą konwencją. Pierwsze zadanie znajduje się w pliku:

../xsibackup/jobs/001

Drugie będzie miało nazwę 002 itd. Dlaczego zatem nie dodać w tym miejscu wspomnianej wcześniej komendy – właśnie jako kolejnego zadania? Czyli zawartość pliku 002 powinna wyglądać jak nasza komenda:

„rm -R /sciezka_do_katalogu/*”

Teraz należ jeszcze pamiętać o dodaniu zadanie do crona. Robimy to tak jak w typowym systemie linuksowym, z tym że tutaj edytujemy plik:

../xsibackup/conf/root-crontab

Aby ostatecznie zatwierdzić wszystkie zmiany wywołujemy polecenie

./xsibackup —update-cron

Jeśli nie zostaliśmy ostrzeżeni komunikatami o błędach to znaczy, że udało się. Teraz wystarczy poczekać dzień, dwa aby przekonać się czy nasz backup zadziała poprawnie.

MG

Tagi: ,

Eksport i import LDAP

23 lutego, 2020 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady
LDAP, LDIF

Przez ostanich parę lat serwery poczty e-mail przeszły niemałą rewolucję. Jak dobrze pamiętam, kiedyś postawienie własnego MXa wiązało się z konkretną pracą. Mówiąc precyzyjniej zabezpieczeniem takiego serwera tak, aby nie był open-relayem, włączeniem wszystkich autoryzacji i np. przygotowaniem skrzynek z obsługą IMAP, LDAP itp. Obecnie można w miarę łatwo osiągnąć ten cel stosując dopracowane i wygodne w użyciu platformy, jak chociażby iRedMail. Jest to prawdą w odniesieniu do standardowych konfiguracji. Nie po to jednak mamy Linuxa aby zostawić rzeczy samym sobie i nie próbować zmieniać czy poprawiać konfiguracji, czytaj – dostosowywać do swoich potrzeb.

Przy rozbudowanych systemach, z obsługą dużej liczby skrzynek pocztowych, wygodną metodą jest przechowywanie konfiguracji w bazie danych. Osobiście preferuję w tym celu usługi katalogowe LDAP. Moim zdaniem są szybkie i niezawodne, a odpowiednio skonfigurowane bezpieczne. Wspomniany iRedMail pozwala na organizowanie warstwy logiki serwera pocztowego za pomocą LDAPa.

Świat nie stoi w miejscu i nawet jeżeli jako administratorzy mamy względny spokój, bo nikt od nas nie wymaga przenoszenia usługi pocztowej do nowego dostawcy lub na nowe serwery, to zawsze może się zdarzyć, że sami zostaniemy do tego zmuszeni, bo np. chcemy wymienić sprzęt (lub fizycznie nawet cały serwer). Oczywiście w najprostszym scenariuszu będzie się to wiązało z wykonaniem kopii zapasowej bazy LDAP a potem odtworzeniem jej na nowym węźle. No właśnie – w najprostszym, co się jednak stanie jeżeli musimy zmienić co nieco w naszej usłudze katalogowej.

Przykładem takiej ingerencji może być wymuszenie zmiany atrybutu Distinguished Name – DN. Dzieje się tak, gdy przenosimy jedną z obsługiwanych domen emailowych do całkowicie nowej struktury LDAP. W tym miejscu okazuje się jak wygodny i zarazem niewygodny potrafi być LDAP. Otóż dla jego doświadczonego użytkownika sprawa jest prosta i realizowana w 3 krokach:

  • wyeksportuj starą bazę LDAP do pliku LDIF (format tekstowy, bez kompresji)
  • wyedytuj dowolnym edytorem plik LDIF i wprowadź potrzebne zmiany
  • zaimportuj plik LDIF do nowej bazy LDAP

I wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że w trakcie eksportu każdy wiersz pliku LDIF jest obcinany do 76 znaków a część nadmiarowa przenoszona ze spacją do nowej linii. Bardzo to utrudnia zastosowanie popularnej metody edycji Search and Replace, ponieważ wzorzec wyszukiwania nie jest jednoznaczny. Należy po prostu inteligentnie usunąć wszystkie miejsca łamiania wiersza.

Jeżeli dysponujemy Linuxem z jego wszelkiemi udogodnieniami i narzędziami to przepis jak to zrobić będzie prosty:

awk 'NR>1 && !sub(/^ /,""){print s; s=""} \ 
{s = s $0} END{print s}' stary.ldif > nowy.ldif

Potem pozostaje już tylko import atrybutów z wartościami do nowej bazy LDAP.

MG

Tagi: , , ,

DNSBL i Postfix

26 stycznia, 2020 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady
DNSBL, Postfix, spam

RBL, DNSBL o co w tym chodzi? Chociaż czasami poczta elektroniczna nie jest łatwa w konfiguracji to do tej pory, przynajmniej moim zdaniem, nie wymyślono lepszego zamiennika. Szczególnie jeśli mowa np. o korespondencji firmowej, oficjalnej itp. Będąc administratorem firmowego serwera pocztowego na pewno nie unikniemy walki ze spamem i temu chciałbym poświęcić ten wpis.

Wydawać by się mogło, że temat jest ponad miarę wyeksploatowany i w zasadzie nie ma nad czym się rozwodzić. Dlatego nie chcę się skupiać na instalacji i zabezpieczeniu serwera w całości. W końcu można do tego użyć chociażby pakietu iRedMail, który naprawdę polecam. Tym razem chcę pokazać jak ubić spam na wejściu, czyli na poziomie Postfixa, a jeszcze precyzyjniej na poziomie demona systemowego nierozerwalnie z nim związanego – mowa o Postscreen. Zwróćmy od razu uwagę, że taka konfiguracja nie wymaga instalacji np. Amavis i Spamassasin, co bywa pewnym wyzwaniem, zwłaszcza dla początkujących użtkowników.

Podstawą dla przytaczanego tutaj rozwiązania jest DNSBL, czyli czarna lista tworzona z pomocą DNS. Nie musimy tworzyć jej sami, możemy wykorzystać ogólnodostępne serwisy, które robią to dla nas. Z Postfixem bardzo dobrze komponują się dwa z nich – Spamhaus oraz BarracudaCentral. W tym miejscu należy wspomnieć, że Spamhaus ma ograniczenie do 100.000 połączeń na dzień. Zakładam jednak, że mówimy o normalnym serwerze pocztowym dla średniej firmy, więc raczej nie powinniśmy przekroczyć 100.000 maili przychodzących z zewnątrz dziennie.

Ostatecznie uzbrojenie w powyższą wiedzę możemy przystąpić do konfiguracji Postfixa, która jak zwykla jest dosyć prosta. 🙂

Skonfigurowanie obsługi DNSBL wymaga wyedytowania pliku /etc/postfix/main.cf i dodaniu parametrów do opcji postscreen_dnsbl_sites:

postscreen_dnsbl_sites =
zen.spamhaus.org*2
b.barracudacentral.org*2

Liczba na końcu parametru jest wagą, która powoduje podbicie punktacji.

Sugerowaną konfiguracją jest również korzystanie z lokalnego serwera cache DNS. Może to być dowolny pakiet. Przy dużym natężeniu ruchu przychodzącego zdecydowanie przyspiesza działanie usługi pocztowej:

postscreen_dnsbl_sites =
zen.spamhaus.org=127.0.0.[2..11]*2
b.barracudacentral.org=127.0.0.2*2

Ostanim parametrem, którego wartość warto rozważyć jest postscreen_dnsbl_action. Zazwyczaj jest ona ustawiona na enforce, co oznacza przekazanie do dalszego przetwarzania. Czasami jednak warto jest ubić wszystkie niechciane połączenia:

postscreen_dnsbl_action = drop

Po zapisaniu nowej konfiguracji Postfixa, musimy ponwnie uruchomić serwis.

MG

Tagi: , , ,

Mikrotik – problemy z L2TP

27 października, 2019 | Brak Komentarzy | Kategoria: Porady, Windows
Mikrotik

Routery Mikrotik na przestrzeni 20 lat zdobyły ogromną popularność. Sam byłem bardzo zaskoczony gdy dowiedziałem się, że ta litewska firma zatrudnia ponad setkę pracowników i jest notowana wśród 20 największych biznesów w swojej ojczyźnie. Można powiedzieć, że jest to przykład dużego sukcesu w dziedzinie, która dla wielu z nas nie istnieje ze względu na aktualną modę na serverless business oraz rozwiązania chmurowe.

Jedną z cech urządzeń Mikrotik, które mnie osobiście przekonała najbardziej jest możliwość szybkiego i łatwego skonfigurowania zestawu serwerów VPN, od najprostszego PPTP począwszy po OpenVPN czy L2TP. Nie ukrywam, że od wielu lat, z różnych względów moim faworytem jest właśnie ten ostatni protokół. W artykule nie chciałbym jednak skupiać się na opisie jego budowy za pomocą MikrotikOS, a bardziej na kliencie VPN L2TP.

Wspomniany klient jest zazwyczaj dostarczany w postaci natywnej razem z systemem operacyjnym. Jak go skonfigurować można dowiedzieć się bezpośrednio pod linkiem https://tinyurl.com/m8ytljr. Powinien działać od razu. Jednak po kolejnych aktualizacjach systemu Windows 10 pojawiły się problemy ze stabilnością połączeń L2TP. Przez dłuższy czas użytkownicy odwoływali się do różnych trików. Jedne były bardziej a inne mniej pomocne i skuteczne. Tymczasem ostatnio pojawiło rozwiązanie potwierdzone jednoznacznie przez Microsoft TechNet.

Aby zapewnić sobie prawidłową konfigurację połączeń L2TP VPN w windows 10 należy skorzystać z edytora rejestrów systemowych i znaleźć klucz:

HKEY_LOCAL_MACHINE\SYSTEM\CurrentControlSet\Services\PolicyAgent

Następnie tworzymy nową zmienną typu DWORD (32-bit) Value oraz nazywamy ją AssumeUDPEncapsulationContextOnSendRule. Aby zastosować omawianą łatkę należy jej nadać wartość 2. Ostatnią czynością będzie nieśmiertelny restart systemu Windows w celu załadowania nowych, poprawnych ustawień. Ta prosta czynność ułatwi nam nieprzerwaną pracę w sieci opartej o VPN typu L2TP.

MG

Tagi: ,

OpenVAS – testy penetracyjne

29 września, 2019 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady
OpenVAS

W dzisiejszych czasach wykonywanie testów penetracyjnych jest, lub przynajmniej powinno być, elementarzem każdego administratora, który zarządza siecią z serwerami obsługiwanymi przez innych użytkowników. Doświadczenie uczy, że pomysłowość ludzka polegająca m. in. na pozostawianiu niezabezpieczonych usług, skonfigurowanych niepoprawnie aplikacji itp. jest praktycznie nieograniczona. Niestety sieć jest tak bezpieczna jak jej nasłabszy punkt. Dlatego chciałem napisać parę słów o dosyć popularnym i prostym w obsłudze narzędziu jakim jest OpenVAS.

Większość popularnych dystrybucji Linuxa posiada gotowe paczki do instalacji. W Debianie 10 Buster (jak do tej pory ostatnim) nie trzeba nawet wspomagać się dodatkowymi bibliotekami, wystarczy wydać polecenie:

apt-get install openvas -y

Po kilku lub kilkunastu minutach, w zależności od stanu łacza internetowego, cały pakiet zostanie zainstalowany i można przejść do jego konfiguracji:

openvas setup

Aplikacja rozpocznie pobieranie aktualizacji z 3 źródeł – NVT, Cert Data i SCAP Data, tak abyśmy mieli dostęp to świeżego zestawu testów, czyli tak naprawdę np. najnowszych definicji dotyczących exploitów, opisanych zagrożeń itp. Całość trochę potrwa i na koniec zostaniemy poinformowani o sukcesie (mam nadzieję) oraz co najważniejsze wyświetlone zostanie hasło dla administratora usługi. Hasło w zasadzie jest jednorazowe i należy je zmienić od razu po pierwszym zalogowaniu, tym bardziej, że nie jest wygodne do zapamiętania.

OpenVAS jest obsługiwany za pomocą przeglądarki internetowej. Domyślnie skonfigurowany jest tylko dostęp lokalny. Może to stanowić pewne utrudnienie, szczególnie w sytuacji gdy korzystamy z serwera bez środowiska graficznego. Dlatego powinniśmy sprawdzić adres IP swojego serwera:

ip a

Następnie trzeba wedytować 2 pliki konfiguracyjne:

/lib/systemd/system/greenbone-security-assistant.service
/lib/systemd/system/openvas-manager.service

i zmienić adres ‚127.0.0.1’ na uzyskany adres naszego serwera – w każdym miejscu, w którym występuje.

Na koniec pozostaje uruchomić ponownie usługę OpenVAS:

systemctl daemon-reload 
openvas-stop
openvas-start

Od tej chwili możemy cieszyć się w pełni funkcjonalnym skanerem sieci do celów testów penetracyjnych. Otwieramy przeglądarkę i podajemy adres:

https://adres_ip_serwera:9392

MG

Tagi: , , , ,

Wysoki uptime – jak nie restartować serwera

26 maja, 2019 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady
Uptime - system is up to date

Być może obecnie nie jest to specjalnie popularne, ale dawno, dawno temu jednym z parametrów świadczących o stabilności serwera i zarazem o zdolnościach jego administratora był tzw. uptime. Żyjemy w czasach gdy aktualizacje systemowe bardzo często wymuszają restart całego systemu. Niestety nie dotyczy to tylko serwerów Windows, co kiedyś było głównie ich domeną, ale również serwerów opartych o jądro Linuxa. Często tego typu działania kończą się wyzerowaniem licznika serwera i wspomniany uptime rozpoczyna zliczanie od początku.

Stare nawyki jednak pozostają na trwałe w pamięci i o ile dla Windowsów przestałem się wogóle przejmować ponownym uruchamianiem systemu, o tyle w przypadku ulubionego Debiana za każdym razem ręka drżała jeśli po aktualizacji pojawiał się komunikat o nowych bibliotekach systemowych czy o zgrozo nowej wersji jądra.

Tak było przez kilkanaście lat. Po prostu uznałem, że tak musi być i za każdym razem wolałem dla świętego spokoju zrestartować system. I nagle w zeszłym tygodniu, przy okazji serii aktualizacji serwerów, pojawiła się myśl, że być może są jakieś narzędzia, które podpowiedzą czy na pewno muszę tracić licznik uptime. Okazało się, że jak najbardziej można sobie pomóc. W końcu to Linux.

Pierwsza metoda jest niezwykle prosta. Po każdej aktualizacji należy sprawdzić czy w określonym miejscu pojawił się plik systemowy o nazwie reboot-required. Wygląda to następująco:

$ ls /var/run/reboot-required

Jeśli otrzymamy wynik pozytywny to oczywiście musimy ponownie uruchomić serwer.

Druga metoda polega na zainstalowaniu narzędzia o nazwie needrestart.

$ apt-get install needrestart

Różnica polega na tym, że w wyniku jego działania np. po ręcznym wywołaniu komendy, otrzymamy pełen raport dotyczący nie tylko zrestartowania systemu ale również usług, które należy uruchomić ze względu na nowe wersje bibliotek systemowych. Dodatkowym bonusem jest fakt, że po każdorazowej aktualizacji needrestart zostanie uruchomiony samoistnie i podpowie co należy zrobić dalej. Czyli prawie jak na Windowsach. 😉

MG

Tagi: , , ,

Hasło root – jak je odzyskać?

28 kwietnia, 2019 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady
Hasło root

Czasami zdarza się nam zapomnieć hasła. Nie jest to żaden duży problem jeżeli np. chodzi o konto w usłudze internetowej gdzie zazwyczaj dostępna jest opcja przypomnienia za pomocą adresu e-mail. Jednak inaczej sprawa wygląda gdy zapomnieliśmy hasła administracyjnego, a jeszcze gorzej hasła administratora dla konta root w systemie opartym o jądro Linuxa. No właśnie. Pytanie brzmi jak odzyskać hasło root?

Istnieje sporo metod pozwalających odzyskać takie hasło, a dzisiaj chciałem skupić się na systemie Debian w wersji 9. Pisze o tym ponieważ całkiem niedawno padłem ofiarą własnego gapiostwa i zakładając kilka maszyn wirtualnych pod rząd zdecydowałem, że nie będę zapisywał haseł. Oczywiście przesłałem je użytkownikom ale… niestety w kilku przypadkach z błędem. Mając alternatywę przygotowywania systemów od początku i wizję kolejnych spędzonych bezproduktywnie godzin zdecydowałem się poszperać w sieci, żeby szybko odzyskać, a w zasadzie zmienić hasła.

Po lekturze kliku artykułów w sieci, ze zdziwieniniem odkryłem, że nie będę nawet musiał uruchamiać systemów z płyty instalacyjnej, ale po kolei.

Po pierwsze powinniśmy uruchomić ponownie system i w chwili pojawnienia się menu startowego z wyborem opcji uruchomieniowych zatrzymać rozruch dowolnym klawiszem (nie może to być Enter 🙂 ). Wybierając pierwszą opcje startową należy wcisnąć e aby przejść do edycji linii wywołania jądra systemowego z opcjami.

Po drugie przechodzimy do linii zaczynającej się od słowa linux, pracowicie przesuwamy się na jej koniec i dopisujemy frazę

init=/bin/bash

Po trzecie wciskamy ctrl+x lub F10 aby uruchomić system. W ten sposób wystartujemy w trybie pojedynczego użytkownika z systemem plików zamontowanym w trybie tylko-do-odczytu. Ponieważ chcemy zmienić hasło root zdecydowanie trzeba to zmienić. Wpisujemy zatem polecenie:

mount -o remount /

Po czwarte używamy dobrze znanej komendy (mam taką nadzieję)

passwd

aby zmienić hasło root. Na koniec uruchamiamy ponownie system, jednak tym razem znamy już hasło.

MG

Tagi: , , ,

AIDE – wykrywanie zmian w systemie plików

31 marca, 2019 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady
AIDE

Wiele lat temu miałem wątpliwą przyjemność doświadczyć ataku na jeden z serwerów Apache, którymi się opiekowałem. Zmiany, które skutkowały przejęciem serwera i rozsyłaniem za jego pomocą spamu pojawiały się każdego dnia a ja usiłowałem bezskutecznie walczyć z nimi. Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, żeby po prostu podejrzeć co atakujący zmienia w systemie plików, tak aby można było rozszyfrować na czym polega sama metoda włamania. Ostatecznie, szczerze mówiąc, zostałem pokonany i wszystko skończyło się instalacją od początku serwisu, ale poznałem narzędzie detekcji włamiań działające na poziomie systemu plików jakim jest AIDEAdvanced Intrusion Detection Environment.

Wiele lat później ta wiedza i to narzędzie bardzo mi pomogły w powstrzymaniu jednego z ataków na inny serwer w celu uruchomienia koparki kryptowalut. Myślę, że warto jest korzystać z AIDE, w szczególności na serwerach wystawionych na publiczny dostęp. Zatem do dzieła!

Zaczynamy od instalacji pakietu AIDE, po uprzednim zaktualizowaniu systemu:

apt-get update -y && apt-get upgrade -y
apt-get install aide

Następnie wykonujemy kopie zapasową pliku konfiguracyjnego AIDE:

cp /etc/aide/aide.conf /ect/aide/aide.oryg;

Teraz możemy przejść do edycji pliku konfiguracyjnego, aby poprawić/dostosować niektóre jego ustawienia. Możemy skorzystać na przykład z edytora nano.

nano /etc/aide.conf 

W plików tym, na początek, zmieniamy absolutne minimum opcji. Z czasem, po zapoznaniu się z pełnymi możliwościami AIDE możemy pobawić się jego ustawieniami. Trzeba jednak pamiętać, że możemy w ten sposób doprowadzić do przeciążania zasobów serwera ze względu na np. długotrwałą i zbyt szczegółową analizę. Dlatego zaczynamy od absolutnego minimum dla obliczenia sumy kontrolnej:

Checksums = sha512+tiger

I tyle na pierwszy raz wystarczy 🙂 .

Po zapisaniu ustawień możemy zaincjalizować AIDE, co może trochę potrwać w zależności od mocy serwera:

aideinit

Następnie wykonujemy małą sztuczkę upewniając się, że AIDE zadziała z poziomy crona systemowego, czyli:

mv /var/lib/aide/aide.db.new /var/lib/aide/aide.db
/etc/cron.daily/aide
cp /var/lib/aide/aide.db.new /var/lib/aide/aide.db

I to wszystko. Teraz przy odrobinie szczęścia, tzn. jeżeli wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami, będziemy codziennie otrzymywać raport na skrzynkę root z listą zmian w systemie plików w ciągu ostatnich 24 godzin.

MG

Tagi: , , ,

Dell R210 – instalacja sterownika sieciowego a Debian 9.6

15 grudnia, 2018 | Brak Komentarzy | Kategoria: Linux, Porady

Rackowe serwery firmy Dell, nawet te z najniższej serii jak Dell PowerEdge R210 II, wyśmienicie nadają się do tworzenia serwisów internetowych. Mam na myśli usługi takie jak WWW czy FTP. Nie są to super wydajne maszyny do obsługi milionów zgłoszeń w ciągu godziny, ale jako hosty dla małych i średnich przedsiębiorstw jak najbardziej znajdą zastosowanie.

Dell R210 instalacja Debiana

Niedawno miałem okazję przygotowywać taki komputer instalując ostatnią wersję Linuxa – Debian Stretch w wersji 9.6. Ponieważ bardzo lubię prostotę i minimalizm dlatego korzystam zazwyczaj z instalacji w wersji sieciowej, tak aby nie zaśmiecać systemu operacyjnego zbędnymi pakietami. Jak nazwa wskazuje aby wszystko udało się bez problemu potrzebna jest sieć, a w zasadzie działająca karta sieciowa, czyli prawidłowo zainstalowany sterownik. Pomimo iż Dell w serwerach R210 raczej na pewno korzysta ze standardowych rozwiązań – czytaj popularnych kart sieciowych (zbudowanych w oparciu o rozpowszechnione chipsety), to jak się okazuje społeczność Debiana tak bardzo dba o używanie otwartych sterowników, że nie zawsze wychodzi to użytkownikom na dobre.

W opisywanym przypadku serwer wyposażony jest w kartę Broadcom NetXtremeII z dwoma interfejsami sieciowymi. Instalacja pozornie przebiega bez problemów. Karty sieciowe są wykrywane poprawnie. Debian korzysta z wbudowanego sterownika (w poprzednich wersjach trzeba było dodawać zenętrzny zamknięty pakiet oprogramowania). Instalator przechodzi do automatycznej konfiguracji przez DHCP i… naszym oczom ukazuje się komunikat o błędzie. Wygląda to tak jakby winne było wszystko, włącznie z serwerem DHCP, tylko nie instalator Debiana. A prawda jest zupełnie inna.

Okazuje się, że kod sterownika dołączonego standardowo do instalatora zawiera błędy. Karta sieciowa działa, ale nie do końca. W tej sytuacji trzeba wspomóc się kilkoma sztuczkami i dodać ręcznie właściwy sterownik.

  • Po pierwsze pobieramy właściwy (zamknięty) pakiet ze strony https://packages.debian.org/stretch/firmware-bnx2.
  • Następnie za pomocą pendrive’a USB przenosimy go na przygotowywany serwer:
    • uruchamiamy instalator Debiana w wersji tekstowej
    • przechodzimy przez pierwsze kroki instalacji pamiętając, że zanim instalator zacznie wykrywać sprzęt musimy wgrać zamknięty sterownik z USB
    • gdy instalator zatrzyma się na jednym z pytań konfiguracyjnych wciskamy ALT+F2 przechodząc do konsoli tekstowej
    • tworzymy tymczasowy punkt montowania i montujemy pendrive
~$ mkdir /tmp/driver
~$ mount /dev/sda1 /tmp/driver
  • Kolejnym krokiem będzie instalacja właściwego sterownika
~$ apt-get install /tmp/driver/firmware-bnx2_xxx-x_all.deb
  • Ostatnią czynnością jest wciśnięcie kombinacji ALT+F1 co pozwoli wrócic do okienkowej wersji instalatora
  • Tym razem podczas wykrywania sprzętu zostanie zainstalowany odpowiednie oprogramowanie

Dalej wykonujemy standardowe czynności, zgodnie z typową instalacją, ciesząc się działającym połączeniem sieciowym.

MG

Tagi: , , , ,